niedziela, 10 marca 2013

Joyful

I'm wearing:
sweatshirt - Vero Moda (outlet)
pants - Bershka
shoes - Intershoe
earrings - a gift (DIY)

Tym razem rzeczy nie do końca poważne.
Moje stare komiksowe kalosze - idealne na marcową pluchę. Ludzie wciąż się za nimi oglądają, choć ostatnio mniej, bo nieco wyżej jest przecież wielkie brzuszysko, które najwyraźniej bardziej ściąga wzrok. Oprócz tego słodkie kolczyki zrobione z modeliny przez moją kumpelę. Noszę je rzadko, ale za każdym razem z przyjemnością. I różowa bluza, którą lubię właśnie za kolor, fajny sztucznie postarzony nadruk i bardzo wygodną w noszeniu dzianinę.

środa, 6 marca 2013

What a gorgeous print!

Nie nie, jeszcze nie urodziłam :) Czuję się troszkę zmęczona, ale bardzo szczęśliwa. I cieszą mnie ostatnie przygotowania, na przykład przerabianie zwykłych koszul nocnych na takie nadające się do karmienia.
A na zdjęciach chwalę się T-shirtem z przeuroczym nadrukiem, który dostałam niedawno w paczce od mamy. Jego dosłowność jest powalająca.



 Zapraszam do polubienia mojego facebooka :)

I'm wearing:
coat - Happy Mum
shawl - second hand
trousers - Happy Mum
shoes - Deichmann
bag - Cropp
striped blazer - second hand (CMD)
T-shirt - a gift (Torelle)
bracelet - no name

czwartek, 28 lutego 2013

Green dress, black T-shirt

Ostatnio prawie wcale nie kupuję ubrań. Wiem, że taki komunikat może nie za dobrze wyglądać na blogu o ciuchach, jednak nie zależy mi na zmyślaniu jakichś historii wyłącznie na potrzeby kreowania wizerunku. Tak więc nie kupuję, ponieważ na razie mało wychodzę z domu i te kilka rzeczy, które mam w zupełności mi wystarcza. Na zdjęciach jestem w bardzo wygodnej bawełnianej sukience (najszersze, co mam w szafie), a Michał w na maksa codziennych dżinsach i T-shircie.
Fotografował Maciek Rubacha. 



I'm wearing:
green dress - second hand
black top - H&M
leggings - Tally Weijl
shoes - Deichmann

Michał is wearing:
T-shirt - H&M
jeans - Redwood Jeans
belt - no name

czwartek, 14 lutego 2013

Future mum




 
I'm wearing:
coat - Happy Mum
dress - second hand 
sweater - second hand (Filippa K)
leggings - DIY (made by my mum)
shoes - Deichmann
cap - Mohito
gloves - a gift

Brzuszek rośnie, a ja jako przyszła mama jestem pełna mieszanych uczuć. Oczywiście przeważają te pozytywne: chcę jak najlepiej dla mojej małej dzidzi, cieszę się na rychłe spotkanie z nią i uwielbiam czuć każdy kopniak, nawet jeśli jest za mocny i trochę boli. Z drugiej strony w miarę jak dowiaduję się, co dzieje się z organizmem kobiety w trakcie porodu i po nim, ogarnia mnie obawa. Być może ból, nacinanie i szycie nie są wielkim dramatem, ale gospodarka hormonalna wracająca całymi tygodniami do normy... huśtawki nastrojów, poczucie niemocy i czarnowidztwo, na które nie ma się wpływu zupełnie jak w napięciu przedmiesiączkowym - wizje te wydają mi się co najmniej niepokojące. W chwilach zwątpienia myślę sobie, że pesymiści mają rację. Że konieczność nieustannego opiekowania się maleństwem, kiedy absolutnie nie ma się na to siły, może wpędzić w depresję.

Trzeba jednak pójść po rozum do głowy. Głosy pesymistów pojawiały się w moim życiu przy okazji każdego ważnego czy przełomowego wydarzenia. Słyszałam, że nauka w gimnazjum to żaden problem w porównaniu z tym jak ciężko jest w liceum. Przed maturą mówiono mi, że na pewno ją zdam, ale na studiach to dopiero będę się męczyć - przecież każda sesja jest jak kilka matur na raz! Gdy studiowałam, opowiadano mi o całych rzeszach absolwentów bezskutecznie szukających pracy i o tym jak bolesne jest zderzenie z rzeczywistością po uzyskaniu tytułu magistra. I tak dalej i tak dalej...
Nie muszę chyba dodawać, że spora część całego tego gadania to bzdury. Póki co, każdy miniony (rzekomo taki ciężki i beznadziejny) etap mojego życia wspominam jako coś wspaniałego. Do egzaminów i wszelkich prac zaliczeniowych podchodziłam z radością, że robię to, co kocham i z poczuciem, że cudownie jest móc się rozwijać. Praca, którą rozpoczęłam po studiach owszem, nie była pasmem niekończących się wzlotów, ale marzyłam o tym, by zatrudnić się w zawodzie i to bez wątpienia się udało.

Łatwo jest przestraszyć się nieznanego właśnie dlatego, że jest nieznane. Zwłaszcza jeśli głosy "życzliwych" doradców są głosami tych doświadczonych. Ja jednak wolę zaufać mojej własnej obserwacji: jeśli dzieje się coś, o czym zawsze marzyłam, jeśli znajdę się w sytuacji, do której sama tak bardzo chciałam doprowadzić; nie mogę się nie cieszyć.
Maleństwo, które za ponad miesiąc przyjdzie na świat, jest spełnieniem moich pragnień. Tatuś tego maleństwa również ;) Wielką głupotą byłoby się nie cieszyć.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Do it yourself: necklace

Już od dawna chodził mi po głowie wisiorek w kształcie kokardki. Kiedy znalazłam odpowiednie materiały i odrobinę mobilizacji w sobie, zrobiłam go. Ku memu zaskoczeniu cała praca (zabawa) zajęła mi nie więcej niż 20 minut. Potem uznałam, że taki sam naszyjnik mogę zrobić mojej siostrze w prezencie gwiazdkowym, a po rozpakowaniu prezentów jej siostra bliźniaczka zasugerowała, że chętnie nosiłaby taki sam. Kilka dni temu zrobiłam więc trzeci wisiorek - kokardkę, tym razem jednak udokumentowałam cały proces. Jak sami zobaczycie - rzecz jest banalnie prosta.















poniedziałek, 21 stycznia 2013

Two sets

I'm wearing:
coat - second hand (Bauer) + DIY fur collar
cap - Mohito
scarf - H&M
shoes - Deichmann
bag - CCC
I'm wearing:
black jacket - New Yorker
silvered blouse - second hand (Multiply)
trousers - Happy Mum
earrings - Pretty Girl
Tym razem dwa zestawy - domowy i wyjściowy. (Choć, szczerze powiedziawszy, oba są wyjściowe: mój zestaw domowy składa się zwykle z dresu i na pewno nie zakładam do niego kolczyków.) Tak więc dwa zestawy: do wnętrza i na zewnątrz. Bluzkę w kolorze kamienia i z natryskiwanym sreberkiem kupiłam niedawno, oczywiście w lumpeksie. Jest bardzo wygodna i dobrze się w niej czuję (mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że atrakcyjnie).

fot. Michał i Beniamin

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Printed leggings

Beżowo - zielonkawa mini sukienka, którą mam na sobie to już raczej przeszłość. Chodzi o to, że dziś jeszcze w miarę swobodnie ją założyłam, a guziki póki co nie trzeszczały. Myślę jednak, że za jakiś tydzień będzie to nieaktualne. W życiu nie miałam takiej rewolucji w szafie. Nigdy nie musiałam tak szybko przyzwyczajać się do nowych rzeczy, żeby za kilka tygodni porzucać je dla większych i szerszych. Kupiłam oczywiście parę takich ubrań, które na metce z rozmiarem powinny mieć napisane 'wieloryb'. Niestety czuję się w nich może nie jak wieloryb, ale na pewno jak foka... Dlatego też noszę je na zmianę z tymi dopasowanymi, które oczywiście nie mają szans równać się pod względem komfortu z 'wielorybami'. Dylemat ciężki do rozstrzygnięcia, bo mam ograniczoną ilość sił na chodzenie po sklepach w poszukiwaniu ubrań idealnych.


I'm wearing:
sewater - second hand (redherring materinty)
dress - second hand (Mytk)
leggings - second hand
shoes - Deichmann