poniedziałek, 26 stycznia 2015

Zakupy jeszcze z wakacji

Różową sukienkę (która pod swetrem wygląda jak spódnica) kupiłam w lumpeksie kilka kroków od domu. Dość dawno, bo w piękny letni dzień, kiedy mój synek pływał jeszcze w brzuszku, a ja szukałam ubrań na upały. I znalazłam bawełniany 'worek' - faktycznie dobry na upały, ciążowe dżinsy i tę różową kieckę - bardzo obcisłą, poliestrową, nie nadającą się na upały ani na ciążę, za to idealną na ponury chłodny styczeń.








fotografowała i photoshopowała Joanna Kisiel

czapka - handmade mojej mamy
buty - sarenza.pl
rękawiczki - prezent/ pamiątka z gór
torebka - allegro
sweter - odzież używana (Maternity)
sukienka - odzież używana (Atmosphere)
kolczyki - H&M
chusta - H&M
 

piątek, 16 stycznia 2015

Parę słów o tym, po co to wszystko

     

        Przeczytałam kiedyś opasłą biografię Michała Anioła zatytułowaną Udręka i ekstaza. Główny bohater wypowiada tam znamienne słowa: 'rób najlepsze, na co co cię stać albo nie rób nic'. Wymagające, prawda?
        Gdy myślę o prowadzeniu mojego bloga, mam wiele wątpliwości czy jest on najlepszym, na co mnie stać. Czasem chciałabym, żeby było idealnie. Żebym pokazywała się tutaj tylko perfekcyjnie umalowana (jak np. ona), stylowo ubrana (jak ona) i żeby mój blog był szalenie inspirujący (jak np. ten). Ale tak nie jest. Malować się nie chcę i szkoda mi na to czasu (nakładanie samego pudru to nie jest pełnoprawne malowanie). Zdjęcia robię sobie najczęściej sama i obrabiam sama - tak jak umiem. Gdy poproszę męża o pomoc, słyszę sapanie. Gdy próbuję coś zrobić w photoshopie, pojawia mi się komunikat, że mam za mało miejsca na dysku. Gdy szukam fajnego tła do zdjęć, mijam jedynie odrapane i obszczane kamienice. Gdy chcę napisać sensowną notkę, dzieci budzą mi się jeszcze daleko daleko przed puentą. Krótko mówiąc, braki, braki i jeszcze raz braki.
        W tym całym niezadowoleniu można bloga na przykład zawiesić albo (też na przykład) zupełnie zamknąć. Tak zrobiła dziewczyna, której naprawdę kibicowałam i która w moim mniemaniu radziła sobie świetnie. Do tej pory nie mogę odżałować tej straty.
        Ja na razie nie zamierzam się stąd zmyć. Pomimo wszystko.
        Po pierwsze dlatego, że lubię prowadzić bloga. Czasem nawet słyszę, że robię to fajnie (wierzyć? nie wierzyć?). Wiem na pewno, że nie chcę się poddawać i mam szczerą nadzieję, że powolutku pomalutku będzie to wszystko coraz sensowniejsze, ładniejsze, lepsze. Zdaję sobie sprawę, że gdybym naprawdę się uparła, skoczyłabym o poziom wyżej w ciągu jednego miesiąca. Ale wymagałoby to najpierw rozpisania konkretnego planu działania i sztywnego trzymania się wyznaczonych zadań. I wiązałoby się z rezygnacją z kilku innych dziedzin mojego życia. A one są dla mnie zbyt ważne. Czytaj z ust jest jednak tylko odskocznią. Oderwaniem się od pieluch, sprzątania, gotowania i noszenia po mieszkaniu brzydkiego dresu. Dzięki blogowaniu mogę pokazać Wam też różne moje pomysły, rękodzieła i poważniejsze realizacje.
        Ale przede wszystkim lubię blogować i niech to pozostanie w strefie przyjemności - nie obowiązku.

zdjęcia: autowyzwalaczem
złoty sweter - odzież używana (Monnari)
bluzka - Terranova
spodnie - odzież używana (Vero Moda)
naszyjnik - Centro

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dawne dzieje


zdjęcia: Michał Grrr

        Ten super elegancki naszyjnik ma już swoją historię. Zrobiłam go kilka lat temu mniej więcej w tym samym czasie, kiedy założyłam tego bloga. Naturalnie więc stał się częścią pierwszej stylizacji, którą tu pokazałam. I mimo, że jest już taki stary, wcale mi się nie nudzi. I nie wychodzi z mody ;)

piątek, 2 stycznia 2015

Nowy nagłówek

        Jak zapewne zauważyliście, mój blog doczekał się nowego nagłówka. Ten stary był dość prosty w swojej formie i łączył szarość z różem - jedno z moich ulubionych zestawień kolorystycznych. Wisiał na blogu chyba przez 4 lata i wyglądał dobrze, jednak zupełnie mi się znudził.


        Nowy nie jest już tak prosty. Bardziej zwraca uwagę, ma więcej koloru i życia w sobie.

     
        Robiąc go, długo zastanawiałam się czy nie pójść znowu w stronę prostoty. Chciałam w pewnym momencie poprzestać tylko na wybraniu ładnej czcionki dla napisu i wypełnić go jakimś eleganckim różem. Na prostocie poprzestaje wielu blogerów. W ogóle prostota, a nawet minimalizm króluje obecnie na blogach i - patrząc szerzej - też w świecie designu (wystarczy chociażby obejrzeć nowo powstające loga). I jest to o tyle fajne, że się nie nudzi (a przynajmniej nie tak szybko).
        Ja jednak zdecydowałam, że mój nagłówek nie będzie minimalistyczny. Za bardzo podobał mi się ten koronkowy wzór. Za bardzo cieszył moje oczy po każdym otworzeniu pliku.
        Wiem, że taki wygląd może się szybciej znudzić. Ale też uważam, że kwiaty na różowo - pomarańczowym tle łatwiej się zapamiętuje, że wyróżniają się w tłumie i są bardzo jakieś - nie nijakie. I że są po prostu piękne.
        A tak zupełnie przy okazji; zastanawiam się czy kiedyś pisałam, skąd wzięła się nazwa mojego bloga.
        Po pierwsze z szacunku i uwielbienia dla twórczości Kasi Nosowskiej i zespołu Hey. Tekst piosenki "Chiński urzędnik państwowy" z płyty "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!" zawiera słowa: '(...) zagłusza mnie znów miejski gwar, czytaj z ust (...)' i to właśnie z niego wycięłam nazwę dla bloga.
        Po drugie z sympatii do przyjemnego kawałka "Jungle drum" Emiliany Torrini, którego tekst zawiera jakby anglojęzyczny odpowiednik powyższego: '(...) hey, read my lips, 'cause all they say is [kiss kiss kiss kiss kiss](...)'.

piątek, 12 grudnia 2014

Domowe przeróbki








Synek wyrósł z zimowej czapki. Chciałam kupić mu większą w pobliskim lumpeksie, ale akurat nic w jego rozmiarze nie było. Na nowe ubranka szkoda mi kasy. Pomyślałam więc, że poświęcę stary sweter i sama zrobię mu ocieplenie do jego jesiennej - za cienkiej na teraz - czapki. Zajęło mi to mniej więcej godzinę. I pamiętałam o odpruciu guzików, bo nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać.


sobota, 22 listopada 2014

Nadruki

Łączenie różnych nadruków w jednej stylizacji ciągle gdzieś się przewija na pokazach czy w modowych publikacjach. Ja osobiście nie mam aż tyle pewności siebie (i tylu wzorzystych ubrań), by tworzyć jakieś spektakularne połączenia. Gdy już jednak się zdecyduję, robię zestaw na poły sportowy; w sam raz do biegania po mieście z nosidełkiem na piersiach i wózkiem przed sobą.




 zdjęcia: autowyzwalacz
bluza - odzież używana (Soc)
spódniczka - odzież używana (Markwald) + DIY
leginsy - odzież używana (E-uie)
buty - sarenza.pl

sobota, 15 listopada 2014

'Kapku'


 Po powrocie ze spaceru rzucam niedbale sweter na kanapę i zabieram się za uwalnianie synka z kombinezonu. W tym czasie duża część podłogi w pokoju pokrywa się zabawkami wyciąganymi z szuflad przez córeczkę. A mojemu swetrowi dostają się gumowe rybki. 'Tym razem go oszczędzono' - myślę z uśmiechem i przypominam sobie jak nie raz moje ubrania były ciągane po daaaaawno nie sprzątanej podłodze, niezdarnie mierzone przed lustrem lub po prostu lądowały w praniu.
Do dziecięcych pomysłów trzeba rzeczywiście umieć nabrać dystansu. Będąc w pierwszej ciąży, planowałam jak będę ubierała moje małe. Jaki styl, jakie kolory, jakie piękne dzianiny, ach ach... Wiedziałam jednak, że kiedyś nastąpi ten moment, gdy usłyszę pierwsze 'nie' i założę dziecku to, co ono chce, a nie to, co pasuje do całego zestawu. Moja córka ma rok i 7 miesięcy, i stało się. Zapałała nieprzejednaną miłością do ubrań z kapturem: każe je sobie zakładać nawet, gdy są brudne lub mokre, a potem jeszcze słyszę 'kapku', co znaczy 'załóż mi kaptur'. Tłumaczenie w stylu 'skarbie, to jest brudne' albo 'będzie ci w tym za ciepło' absolutnie nie ma sensu (o tym, żeby pasowało to do reszty już nawet nie ośmielam się pomyśleć). Córcia płacze tak, jakby bez kaptura świat się dla niej skończył. Dziś rano zorientowałam się, że takich bluz mam łącznie 5, z czego 4 nadają się tylko do prania. Boże, chroń mnie przed wolno schnącym praniem.