sobota, 25 lipca 2015

Sukienka na upały







fotografowała Agnieszka Gwozdowska
photoshopowała Agnieszka (i trochę ja)

        Taka czarna luźna sukienka jest świetnym tłem dla najróżniejszych dodatków. Noszę ją prawie codziennie, a jednak za każdym razem wyglądam trochę inaczej.

czwartek, 2 lipca 2015

Sukienka z motywem ludowym






        Ola (koleżanka mojej siostry) poprosiła mnie, bym wykonała dla niej sukienkę. Zawsze chętnie podejmuję się zaprojektowania, skonstruowania i odszycia kreacji (np. wieczorowej), bo traktuję to nie tylko jak pracę, ale też jak wyzwanie, zawsze trochę inne od poprzedniego.
        Tym razem klientka chciała bazować na bardzo prostym kroju, który miał zostać ożywiony ludowym haftem; najlepiej na plecach. Niestety nie potrafię profesjonalnie haftować i bardzo nie chciałam tego robić także dlatego, iż według mnie haft jest za mało elegancki i mógłby się nie sprawdzić w przy tej okazji (a mówimy o kreacji poprawinowej dla panny młodej). W zamian zaproponowałam nadruk cyfrowy, który wyszedł naprawdę fajnie.
        Powyżej możecie obejrzeć projekty owej sukienki. Są białe, ponieważ na tym etapie Ola nie była zdecydowana na żaden konkretny kolor. Poniżej natomiast znajduje się połączenie tego wszystkiego, co najbardziej podobało się Oli w moich rysunkach. Po 30. sierpnia będę (mam nadzieję) mogła zaprezentować Wam końcowy efekt całej tej pracy.


piątek, 26 czerwca 2015

Zwiewna mini i koronkowe leginsy








fotografowała Agnieszka Gwozdowska

        Jestem ostatnio bardzo zmęczona. Trudy życia codziennego biorą górę nad moją zasadą "myśl pozytywnie, szukaj dobrych stron". W pewnym momencie przestałam nawet nosić ubrania, które wymagają prasowania albo chwili zastanowienia z czym je zestawić.
        Ale szybko przywołałam się do porządku. Nie chcę dodatkowo pogarszać sobie samopoczucia byle jakimi outfitami. Nic się moim kochanym dzieciom nie stanie, jeśli pomarudzą 10 minut dłużej - ja w tym czasie uprasuję zwiewną sukienkę i założę koronkowe leginsy.

wtorek, 16 czerwca 2015

Więcej luzu

fotografowała Agnieszka Gwozdowska

        Styl, w jakim się ubieram, determinuje mój sposób poruszania się. Zauważyłam na przykład, że w sportowych bluzach i wygodnych luźnych spodniach raczej nie zakładam nogi na nogę, a chętniej siadam okrakiem. Nie prostuję też na siłę pleców i ogólnie poruszam się swobodniej. Mam nawet przypuszczenie, że wyglądam wtedy lepiej - bo naturalnie. To całkiem możliwe, że ładna sukienka i szpilki nie potrafią samą swoją elegancją zapewnić mi fajnego wyglądu i tego, że będę pozytywnie odbierana przez otoczenie. Chyba na pierwszym miejscu w tej kwestii jest niczym nie zmącone poczucie wygody.
        Na zdjęciach pozuję z obrazem, który powstał jeszcze na studiach. Właściwie na parę lat zapomniałam o jego istnieniu, bo był schowany gdzieś w czeluściach naszej pracowni. Odzyskałam go niedawno, niemal przypadkiem, przy okazji odbierania dyplomu ukończenia studiów (broniłam się prawie cztery lata temu, ale jakoś nie było mi po drodze ze zbieraniem pieczątek do obiegówki). Nie spodziewałam się też, że tak bardzo miło będzie mi znów znaleźć się w murach ASP. Wróciły wspomnienia i - bez przesady - łezka się w oku nie zakręciła, ale prawdę mówiąc, poczułam się wspaniale.

wtorek, 26 maja 2015

Przerwa na kawę

        Tym, co ostatnimi czasy najbardziej definiuje mnie jako osobę, jest zdecydowanie macierzyństwo. To moim dzieciom poświęcam obecnie najwięcej uwagi, pracy, myśli i skupienia. To one rządzą moim - naszym planem dnia: opóźniają wyjścia, brudzą się wtedy, gdy się nie spodziewam, śpią dłużej niż myślałam albo - ku mojemu zaskoczeniu - wcale nie idą spać. Rozczulają jakimś pociesznym gestem czy trudnym słowem wypowiedzianym z poważną miną i przekręconym po dziecinnemu. Mogłabym długo wymieniać i opisywać. Lecz tak naprawdę trudno to wszystko ogarnąć słowami, bo bycie matką jest nieporównywalne z niczym innym. Przyznaję szczerze: nie myślałam, nie byłam sobie w stanie wyobrazić, jak ta rzeczywistość będzie wyglądała. I kiedy już się w niej znalazłam, nadal niejednokrotnie czuję się zaskoczona.
        Przede wszystkim moje dzieci są wspaniałe i kocham je niezmiernie. I lubię spędzać z nimi czas. Jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie dałby rady robić tego przez cały boży dzień, 7 dni w tygodniu. Odpoczynek i odskocznia są niezbędne. Na mnie osobiście bardzo korzystnie (resetująco) działa prowadzenie bloga. Zresztą pisałam o tym w styczniowym poście. Oprócz tego uwielbiam wyskoczyć na kawę, najlepiej blisko i najchętniej z koleżanką. (Te, które mają dzieci są świetne, bo wysłuchają i powiedzą, że mnie rozumieją i mają tak samo. Te bezdzietne natomiast przenoszą mnie swoimi opowieściami w inny świat i to też ma na mnie zbawienny wpływ.)
        Zdjęcia, które zamieszczam poniżej, robiłyśmy z Agnieszką w Caffe przy ulicy. Miejsce to odkryłam całkiem niedawno dzięki mojemu mężowi. Byłam tam na razie tylko raz, ale przypadło mi do gustu i z czystym sumieniem mogę je polecić (nie tylko matkom potrzebującym oddechu). Po pierwsze dlatego, że jest na osiedlu i nie muszę przebijać się przez zatłoczone centrum, żeby się tam dostać (z mojego domu 10 minut pieszo). Poza tym mają tam spory wybór różnych fajnych napojów i przekąsek; mnie osobiście bardzo smakowała kawa (na zdjęciach karmelowa z Oreo). I po trzecie: atmosfera. Dużo światła, prosty, nie przytłaczający wystrój - idealny nie tylko do pogaduszek z koleżanką, ale też do czytania, pracy przy laptopie i szkicowniku. Oby było więcej takich przyjemnych miejsc na osiedlu. I chwil, w których ktoś zajmuje się moimi dziećmi, a ja sobą :)










 fotografowała i inspirowała Agnieszka Gwozdowska

niedziela, 17 maja 2015

Przedłużanie życia staremu ubraniu

Moja kurtka z eko skóry trochę się wysłużyła. Przy samej stójce tworzywo zaczęło się rozwarstwiać, co widać lepiej na zdjęciu poniżej.

Zapewne najłatwiej byłoby takie ubranie wyrzucić... ale po co, jeśli można spróbować je uratować?

Pomysłów na przeróbki miałam kilka. Chciałam na przykład odpruć rękawy i doszyć je do tej kurtki, ale zdałam sobie sprawę, że przecież podkrój pachy nie będzie się zgadzał. Wybór padł na cekinowe warkoczyki, które dostałam od mamy. (Takie cudeńka biorą się ze starych ubrań przynoszonych mojej mamie przez klientki: 'Usunie mi pani te ramiączka? I ozdoby z dekoltu? W ogóle mi się nie podobają, dziwnie się z nimi czuję.')

Przykładanie warkocza do stójki, sprawdzanie długości.

Końcówki trzeba było zabezpieczyć przed rozplataniem i pruciem.

Potem przyszyć je maszyną do szycia.

I gotowe!

Cały przód kurtki można obejrzeć tu.