niedziela, 22 czerwca 2014

Z odzysku

Właściwie można powiedzieć, że prawie wszystko co mam na sobie, to rzeczy z odzysku.
Spodnie ciążowe dostałam od szwagierki, która nie planuje mieć więcej dzieci. Wymagały nieznacznego zwężenia, bo były nieco za luźne... trochę jednak przesadziłam i chyba będę musiała je teraz poszerzyć, bo z tej ciasnoty aż zsuwają mi się z bioder.
Czerwoną bluzę podprowadziłam siostrze. "Taką fajną bluzę nosisz po domu? Daj mi ją, zrobię z niej użytek."
Biały T-shirt kupiłam w lumpeksie, a baleriny mam z wymiany przyznanej przy reklamacji innych butów.




zdjęcia: autowyzwalacz
bluza - Hummel
T-shirt - Papaya
spodnie - Happy Mum
buty - Centro
kolczyki - prezent ręcznie robiony przez Kamilę
pierścionek - zaręczynowy

sobota, 14 czerwca 2014

Dekorowanie wnętrz

Całkiem niedawno temu po raz pierwszy w życiu miałam możliwość urządzenia mieszkania po swojemu. Gdybym była projektantem wnętrz, robiłabym to codziennie (co na pewno jest przyjemne), ale w mojej sytuacji musiałam czekać na tę piękną chwilę wejścia w posiadanie własnego M. Prawdopodobnie nie będę robiła zdjęć każdego kąta, by pokazać Wam jaką wybrałam glazurę czy meble. Myślę jednak, że ten blog to jak najodpowiedniejsze miejsce na fotografie zasłon i poduszek, które uszyłam, by pomieszczenia udekorować, ale także zwiększyć ich funkcjonalność.
Dlaczego zdecydowałam się na zasłony, a nie rolety? Bo według mnie są ładniejsze i łatwiej jest utrzymywać je w czystości. A czemu bez firanek? Myślę, że jeśli się nie musi, fajnie jest ich nie mieć. Okna wydają się wtedy większe, w pomieszczeniu jest jaśniej, a poza tym ma się mniej prania i prasowania.


Zasłony w kwiaty zawiesiłam w pokoju dziecięcym połączonym z moją pracownią. Taki deseń ożywia i rozjaśnia wnętrze. Prawdopodobnie uszyję też drugi komplet - jednolity intensywnie żółty.

Kuchnia. Tutaj zasłony muszą być nieco krótsze, by nie stykały się ze wszystkim, co jest na blacie i nie przeszkadzały w przygotowywaniu posiłków.




Poszewki poduszek uszyłam z grubej i miękkiej dzianiny tłoczonej w różany wzór. Kiedy na nie patrzę, nie mogę oderwać się od skojarzeń ze stylem Chanel.
 

sobota, 7 czerwca 2014

(nie) wygoda




 zdjęcia: autowyzwalacz

Biały żakiet to chyba najelegantsza rzecz jaką jestem w stanie założyć idąc do supermarketu. I przyznaję, że zrobiłam to trochę z konieczności, bo przegrzebując szafę przed wyjściem, nie znalazłam nic lepiej pasującego do tego T-shirtu i spodni. Nie chcę przez to powiedzieć, że elegancja na co dzień nie ma racji bytu. (Wręcz przeciwnie, myślę, że można zauroczyć się nawet w tak wystylizowanej blogerce.) Ja jednak nie należę do osób, którym jest wygodnie w krótkich dopasowanych sukienkach czy spódnicach ołówkowych. A gdybym posiadała biały sweter, wrzuciłabym go na siebie zamiast żakietu. Czuję, że w ubraniach przeznaczonych na specjalne okazje poruszam się mniej swobodnie albo wręcz sztywno. To niewątpliwie odbiera sporą część uroku osobistego. Ideałem byłoby więc znaleźć takie ciuchy, które wyglądają jak milion dolarów, a sunie się w nich tak, jakby się sunęło w bawełnianym worku. Mission impossible?

spodnie - Bershka
żakiet - Orsay (guziki wymieniłam na inne, bo oryginalne były tak brzydkie jak cellulit)
T-shirt - H&M mama
buty - Centro
pasek - odzież używana

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Wspomnienia



Obchodzimy dziś z Michałem naszą drugą rocznicę ślubu. Mają rację ci, którzy mówią, że ślub to dopiero początek. I trafną uwagę uczynił wtedy ksiądz podczas kazania: w starożytności obrączki nosili niewolnicy i był to znak dożywotniej przynależności.
Zawsze z uśmiechem wspominamy ten piękny dzień i niezmiennie cieszymy się z naszego 'niewolnictwa'.
A więcej zdjęć znajdziecie tu.