Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmieniam temat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmieniam temat. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2015

Zdrowie i uroda



        Oto kilka zdjęć z sesji, która powstała z inicjatywy Agnieszki (koleżanki, która obecnie robi mi zdjęcia i postprodukcję, a także zachęca, inspiruje i pomaga). Sama z siebie prawie nigdy się tak mocno nie maluję; dlatego, gdy zobaczyłam się w lustrze, poczułam się trochę tak, jakby pomalowano mnie do wystąpienia w teatrze. W ogóle objętość mojej kosmetyczki nie jest zbyt duża, nawet jeśli dorzucić do niej wszystko, czego potrzebuję pod prysznic.
        Całe to wydarzenie - propozycja makijażu, dobieranie kolorów, pozowanie do zdjęć i ocenianie efektów - skłoniło mnie do przemyślenia sobie po raz kolejny kwestii mojej dbałości o własne ciało. Wydaje mi się, że wiele z tego, co dla niego robię, jest właściwie w porządku, bez przesadzania w żadną stronę...
        Po pierwsze: nie jem świństw. Omijam szerokim łukiem miejsca, gdzie je się paskudne hamburgery i rzeczy smażone na głębokim (i starym) tłuszczu. Jeśli obiad na mieście, to chętnie Green Way. Nie kupuję żelków, słodkich pianek, gazowanych napojów. Dzień bez owoców i warzyw? Raczej sobie nie wyobrażam. I zdecydowanie bardziej wolę np. jogurt naturalny z dodanymi własnoręcznie pysznościami niż jakiś smakowy barwiony, nawet jeśli ma wielkie kawałki owoców w środku. Przy tym wszystkim oczywiście nie sądzę, by moja dieta była idealna: niestety pochłaniam sporo słodyczy, czasem zrobię jakieś smażone kotlety czy poczęstuję się krakersem (lub innymi pustymi kaloriami). Mam jednak nadzieję, że mój żołądek nie cierpi jakoś wybitnie z powodu tych małych grzeszków.
        Po drugie: dużo się ruszam. Z konieczności, ale to też się przecież liczy. Moje zajmowanie się malutkimi dziećmi i domem wymusza na mnie ciągłe stanie, chodzenie, schylanie się, noszenie. Właściwie spalam chyba wszystko, co zjem, a może nawet więcej.
        Po trzecie: nie jestem uzależniona. Czyli najprościej mówiąc nie chlam, nie jaram i nie ćpam. Heheh, żartuję. Chodzi mi o uzależnienie od kosmetyków i tych wszystkich urodowych zabiegów. Gdy wyruszam w miasto nie muszę mieć zrobionych paznokci, pomalowanych rzęs i nienagannej fryzury. I czuję się z tym dobrze. Kiedy spędzam noc poza domem i zapomnę spakować kosmetyczki, nie rozpaczam, nie wracam się po nią, nie lecę do nocnego Rossmanna, by uzupełnić braki. Wiem, że urodzie można i warto pomagać, ale bez sensu jest robić to za wszelką cenę.
        Po czwarte: myślę pozytywnie. I wbrew pozorom nie ma to dla mnie jedynie wymiaru duchowego, lecz wpływa także na moje ciało. Skupianie się na tym, co w życiu dobre i udane pomaga mi odegnać wiele stresów. W konsekwencji znikają różne fizyczne dolegliwości takie jak bóle głowy albo pleców czy ogólne uczucie napięcia.




makijaż, zdjęcia i postprodukcja: Agnieszka Gwozdowska

bluzka - odzież używana (Louche)
kolczyki - Agnieszki

piątek, 2 stycznia 2015

Nowy nagłówek

        Jak zapewne zauważyliście, mój blog doczekał się nowego nagłówka. Ten stary był dość prosty w swojej formie i łączył szarość z różem - jedno z moich ulubionych zestawień kolorystycznych. Wisiał na blogu chyba przez 4 lata i wyglądał dobrze, jednak zupełnie mi się znudził.


        Nowy nie jest już tak prosty. Bardziej zwraca uwagę, ma więcej koloru i życia w sobie.

     
        Robiąc go, długo zastanawiałam się czy nie pójść znowu w stronę prostoty. Chciałam w pewnym momencie poprzestać tylko na wybraniu ładnej czcionki dla napisu i wypełnić go jakimś eleganckim różem. Na prostocie poprzestaje wielu blogerów. W ogóle prostota, a nawet minimalizm króluje obecnie na blogach i - patrząc szerzej - też w świecie designu (wystarczy chociażby obejrzeć nowo powstające loga). I jest to o tyle fajne, że się nie nudzi (a przynajmniej nie tak szybko).
        Ja jednak zdecydowałam, że mój nagłówek nie będzie minimalistyczny. Za bardzo podobał mi się ten koronkowy wzór. Za bardzo cieszył moje oczy po każdym otworzeniu pliku.
        Wiem, że taki wygląd może się szybciej znudzić. Ale też uważam, że kwiaty na różowo - pomarańczowym tle łatwiej się zapamiętuje, że wyróżniają się w tłumie i są bardzo jakieś - nie nijakie. I że są po prostu piękne.
        A tak zupełnie przy okazji; zastanawiam się czy kiedyś pisałam, skąd wzięła się nazwa mojego bloga.
        Po pierwsze z szacunku i uwielbienia dla twórczości Kasi Nosowskiej i zespołu Hey. Tekst piosenki "Chiński urzędnik państwowy" z płyty "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!" zawiera słowa: '(...) zagłusza mnie znów miejski gwar, czytaj z ust (...)' i to właśnie z niego wycięłam nazwę dla bloga.
        Po drugie z sympatii do przyjemnego kawałka "Jungle drum" Emiliany Torrini, którego tekst zawiera jakby anglojęzyczny odpowiednik powyższego: '(...) hey, read my lips, 'cause all they say is [kiss kiss kiss kiss kiss](...)'.

środa, 19 czerwca 2013

Zaglądamy do szafy maluszka

Ubranka dziecięce - jeszcze do niedawna był to dla mnie temat bardzo odległy. Na studiach co prawda zaliczałam zadanie z projektowania kolekcji dla maluchów, jednak zrobienie samych rysunków bez odszywania wzorów to zupełnie co innego niż codzienna styczność z garderobą własnego dziecka. Myślę, że teraz wyklarowało mi się w głowie kilka konkretnych tez opartych na praktyce. Bo przecież ciuszki dziecięce, podobnie jak ubrania dla dorosłych, mogą być wygodne lub nie, praktyczne lub nie, źle skrojone albo genialnie dopasowane. W tej krótkiej notce podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami.
Łapki niedrapki - według niektórych są niezbędne przez pierwsze 2 tygodnie po porodzie, kiedy dzidzia ma długie paznokcie i w swej nieświadomości drapie się po buzi, a na obcinanie jest jeszcze za wcześnie. Osobiście uważam, że owszem, taki gadżet jest przydatny, ale pod jednym warunkiem: musi mieć porządne ściągacze. Łapki, które widzicie na zdjęciu mają tylko tę jedną zaletę, że są ładne. Poza tym utrzymują się na rączkach noworodka przez maksymalnie 15 minut, co jest zupełnym bezsensem.
Sprawa ściągaczy dotyczy także półśpioszków (których 2 przykłady widać powyżej). Te w tygrysie paski nie raz zsunęły się z nóżek mojej córce, ponieważ za słabo opinały brzuszek. Być może problem byłby mniejszy albo w ogóle by zniknął, gdyby dzidzia nie tak intensywnie przebierała nóżkami lub gdyby miała pełniejsze ciałko, a tym samym większy brzuszek. Niezawodne natomiast okazały się wszystkie półśpioszki z gumką w pasie - nie zsuwają się nawet wtedy, gdy założy się je na gołe ciało.
Na powyższym zdjęciu mamy całe śpioszki. To zaskakujące, ale nawet takie ubranie niemowlę potrafi z siebie zrzucić. Wystarczy, że dziecko jest żywiołowe i bardzo kopie nóżkami, a ramiączka zapinane są na słabe pojedyncze napki, które łatwo rozpinają się pod naporem. By uniknąć takich sytuacji, polecam kupować śpioszki, które mają po 2 napy na jednym ramiączku.
Zapięcie takie jak to należy do zupełnie nietrafionych. Guzik z dziurkami nie nadaje się do zapinania na pętelkę, służy do tego guzik na stopce. A nawet gdyby go użyto, to sama pętelka sprawiałaby kłopoty, ponieważ jest za gruba. Zastanawiam się też czy dziecku leżącemu na pleckach nie przeszkadza zapięcie w tym miejscu.
Przy wybieraniu ubranek z dekoltem "na zakładkę" warto zwrócić uwagę na jego szerokość. Bluzeczka w paski, którą widać na zdjęciu, ma za duży otwór i zsuwa się dziecku z ramionek. Z białą natomiast nie ma żadnego problemu.
Słyszałam opinie, że ciuszki zapinane z przodu są najwygodniejsze (lepsze od tych wkładanych przez głowę czy zapinanych z tyłu). Zgadzam się z tym, ale dodam, że są różne rodzaje takich zapięć, a w związku z tym także różne poziomy trudności. Dobrym przykładem jest ubranko widoczne na zdjęciu: tutaj rozcięcie biegnie od środka przodu do prawej nóżki. I tenże skos może być zmyłką przy zakładaniu, bo - wierzcie mi - nie jest się pewnym gdzie jest góra, a gdzie bok. Zwłaszcza kiedy dzidzia drze się wniebogłosy i zależy nam, by ją szybko ubrać.
Całkiem nieźle sprawdzają się komplety bluzeczka + spodenki. Ich zaletą jest to, że kiedy nie ma się czasu lub chęci na dobieranie do siebie różnych wzorzystych części garderoby, można po prostu wyjąć komplet i nie martwić się, że coś nie pasuje.
Świetnym rozwiązaniem kąpielowym jest ręcznik ze specjalnym trójkątem do schowania mokrej główki.
I na koniec słówko o suszeniu rzeczy. Przy malutkim dziecku często bywa tak, iż pranie robimy codziennie, a więc i co dzień zdejmujemy ze sznurka suche ubrania. By uniknąć sytuacji, w której wszystko już dawno jest suche, a zostało kilka samotnych niedosuszonych egzemplarzy, z którymi nie wiadomo co zrobić, polecam unikać kupowania śpioszków takich jak te na zdjęciu. Przy zapięciu znajdują się bowiem niepotrzebne warstwy, które bardzo pogrubiają to miejsce, co w efekcie dwukrotnie wydłuża suszenie. 
Zapraszam do zaglądania na mojego facebooka.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Ile radochy z mazania po murach!


            Wyjście przez sklep z pamiątkami bezapelacyjnie i jednogłośnie wygrywa wierny fan mojego bloga Rafał K. - gratuluję serdecznie!
(I proszę o kontakt w celu ustalenia adresu pocztowego.)
            A w nawiązaniu do sprawy nielegalnego mazania po murach, chciałam pokazać Wam parę zdjęć z czasów, kiedy byłam na II roku studiów i z pomocą przyjaciół malowałam pewien „obrazek” na zaliczenie z kompozycji.












       Plan był taki, żeby zrobić coś niedozwolonego i prowokującego. Jako rodowita Łęcznianka (z miasteczka Łęczna pod Lublinem) pomyślałam, że w mieście Łodzi - mieście Widzewiaków i Łksiaków - zostawię ślad "mojej" drużyny. Stworzyłam więc wizerunek kibica Górnika Łęczna w stosownej czapce i szaliku. I tak jak się spodziewałam, po paru miesiącach do mojego kibica dobrali się Widzewiacy i przemalowali jego barwy klubowe oraz napis na czapce. Kto chciałby zobaczyć, jak malunek wygląda teraz (po 4 latach), znajdzie go od strony ul. Wojska Polskiego na terenie łódzkiej ASP.
(Właściwie dawno tam nie byłam... A może kibica już w ogóle nie ma?)

środa, 22 sierpnia 2012

Konkurs! Do wygrania film Banksy'ego!





            Tym razem – zupełnie nietypowo jak na mój blog – mam dla Was konkurs. Do zgarnięcia jest świetny film Wyjście przez sklep z pamiątkami. Komedia o sztuce ulicy i pokręconym człowieku z kamerą. Dokument – nie dokument zmuszający do zastanowienia nad wartością twórczości artystycznej i stawiający kluczowe pytanie: „czym w ogóle jest sztuka?”. Ja sama widziałam go ze 3 razy i jestem niezmiennie zachwycona!
           
            Aby wziąć udział w konkursie, wystarczy:
  1. „Polubić” profil czytaj z ust na Facebooku lub dodać mój blog do obserwowanych (wykonanie jednego i drugiego nie zwiększa szans na wygraną).
  2. Wysłać na mój adres mailowy (paulina.w.polak@gmail.com) odpowiedź na pytanie: „Dlaczego to właśnie Ty powinnaś/powinieneś wygrać Wyjście przez sklep z pamiątkami?” (Nie zapomnijcie w mailu podać swojego adresu pocztowego!) Zwycięży osoba najbardziej błyskotliwa, o najbardziej niepohamowanej fantazji słownej.

            Ogłoszenie wyników w czwartek 30. sierpnia. Czas start!

piątek, 16 marca 2012

"Kamuflaże" - inspiracje trendem militarnym












Tak wyglądała moja obrona dyplomu. Rzecz miała miejsce 16go grudnia 2011 na ASP w Łodzi.
Niby napisałam pracę, zrobiłam kolekcję i jestem teraz magistrem, ale wcale tego nie czuję. W duchu jestem nieustannym uczniem, dającym się zaskoczyć i nie pojmującym mnóstwa zagadnień modowych. Ciągle mam coś przed sobą, dowiaduję się nowych rzeczy i daleko, oj bardzo daleko mi, do zblazowania.
Samo wystąpienie przed komisją w moim ostatnim studenckim dniu wspominam z uśmiechem. Byłam niewyspana, ale mocno naładowana adrenaliną. Profesorowie nie mieli najmniejszej ochoty mnie pogrążać i nie zadawali podchwytliwych pytań. Właściwie wszystko poszło gładko.