sobota, 7 czerwca 2014

(nie) wygoda




 zdjęcia: autowyzwalacz

Biały żakiet to chyba najelegantsza rzecz jaką jestem w stanie założyć idąc do supermarketu. I przyznaję, że zrobiłam to trochę z konieczności, bo przegrzebując szafę przed wyjściem, nie znalazłam nic lepiej pasującego do tego T-shirtu i spodni. Nie chcę przez to powiedzieć, że elegancja na co dzień nie ma racji bytu. (Wręcz przeciwnie, myślę, że można zauroczyć się nawet w tak wystylizowanej blogerce.) Ja jednak nie należę do osób, którym jest wygodnie w krótkich dopasowanych sukienkach czy spódnicach ołówkowych. A gdybym posiadała biały sweter, wrzuciłabym go na siebie zamiast żakietu. Czuję, że w ubraniach przeznaczonych na specjalne okazje poruszam się mniej swobodnie albo wręcz sztywno. To niewątpliwie odbiera sporą część uroku osobistego. Ideałem byłoby więc znaleźć takie ciuchy, które wyglądają jak milion dolarów, a sunie się w nich tak, jakby się sunęło w bawełnianym worku. Mission impossible?

spodnie - Bershka
żakiet - Orsay (guziki wymieniłam na inne, bo oryginalne były tak brzydkie jak cellulit)
T-shirt - H&M mama
buty - Centro
pasek - odzież używana

2 komentarze:

  1. Piękna stylizacja, pięknie wyglądasz, ślicznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Stylizacja bardzo mi sie podoba ,ale najwiecej uroku dodaje ci to MALENSTWO,slicznie wygladacie:).

    OdpowiedzUsuń